Strona główna > O marketingu > Marek o marce w Cannes

Marek o marce w Cannes

Drogi Marku,

Ray-Ban Wayfarerpostanowiłem w tej formie nawiązać z Tobą rozmowę na temat marketingu. Jak wyczytałem na Twoim blogu uczestniczyłeś (obserwująco) w festiwalu reklamowym w Cannes. Zazdroszczę Ci bardzo, bo mnie się to nie udało, nawet obserwująco.

Twoje obserwacje zainspirowały mnie do napisania tego wpisu, ale też częściowo Ci się dziwię, a właściwie Twojemu zdziwieniu. Dlaczego? O tym za chwilkę dosłownie.

Rozmawialiśmy wiele razy o naszym zboczeniu (przepraszam Cię) marketingowym i braku zrozumienia dla tegoż u innych. Tak jak filozofia, której również jesteś miłośnikiem, jest królową nauk, tak marketing niedługo będzie wszędzie i wszystkim, a dokładnie wszystko będzie marketingiem.

To co, jak opisujesz, stało się w Cannes obserwuję od dość dawna. Mówisz o polityce, która wygrywa z marketingiem, a dokładnie z reklamą? Mnie się wydaje, że to reklama wygrywa z polityką. Obama nie jest tu wyjątkiem, jego case jest tylko bardziej widoczny.

Moim zdaniem, już dawno politycy zrozumieli, że wszystko jest marketingiem i muszą zbudować markę, swoją markę. Zauważ od kiedy nie jest ważne co mówi polityk, tylko jak to robi. A to jak to robi nie dzieje się dlatego, że on tak myśli i czuje, tylko, bardziej lub mniej, konsekwentnie buduje swoją markę. W sumie powinniśmy być wdzięczni politykom za marketing jaki robią marketingowi, choć słowo marketing w ich ustach brzmi jak obelga.

Marki polityków są budowane lepiej niż marki komercyjne. Zobacz jak wyraźne są niektóre. To czy jesteśmy w grupie docelowej, to już inna historia. W swojej grupie docelowej, w głowach swojej grupy docelowej politycy budują jedne z silniejszych marek świata. Taką silną marką jest Obama i, odpowiadając na Twoje pytanie: “Mówi się o „konsumpcji mediów”, ale jak do diaska będzie wyglądać „konsumowanie” amerykańskiego prezydenta?” mówię, że tak samo jak mediów, będą go chłonęli, jego słowa, mimikę, gesty, ruchy… jego wizerunek. Oddzielne pytanie (moje) to jak będzie z lojalnością do marki w następnych wyborach :)

Mówiąc Obama już nie myślimy o polityku i jego programie, poglądach itd. Myślimy o nim dokładnie tak jak myślimy o markach. Bardzo wiele przykładów można podać z “naszego podwórka” ale nie będę tego czynił publicznie, bo pewnie jestem poza jakąkolwiek grupą docelową tych marek.

Kiedyś w SARze zastanawialiśmy się nad popularyzacją strategii. Przecież mamy wspaniały program o marketingu w jednej z największych polskich telewizji. Szkło Kontaktowe jest właśnie takim programem. O markach w polityce. Oglądalność ogromna (konsumpcja) i zasięg spory i grupa docelowa się zgadza:) Powinniśmy właściwie utrzymywać ten program, a każdy powinien wpłacać abonament na Szkło Kontaktowe. Każdy pracownik marketingu oczywiście.

Podsumowując. Marku, to nie koniec reklamy! To będą jej najlepsze czasy. Wielkie budżety, wreszcie właściwe rozumienie strategii (mam nadzieję), wyraźna grupa docelowa, widoczne ruchy konkurencji, a przede wszystkim nie każą nam sprzedawać (wreszcie!) tylko budować silną markę w świadomości elektoratu, o przepraszam, targetu;)

  1. 1 lipiec 2009 o 3:09 | #1

    Do wielkich agenszji dołączają powoli wielkie festiwale reklamowe – czy doczekamy, że Cannes będzie postrzegane jak Sopot czy inne Opole?

  2. 1 lipiec 2009 o 4:13 | #2

    Tak, tego oczekujemy. Jakikolwiek on będzie. Będzie ponad naszymi (małostkowymi) podziałami.

  3. 2 lipiec 2009 o 0:58 | #3

    “Tak jak filozofia (…) jest królową nauk, tak marketing niedługo będzie wszędzie i wszystkim, a dokładnie wszystko będzie marketingiem.” – to zdanie mi się najbardziej podoba:-)

    A ja idę zawczasu szukać mego insightu…;-)

  4. 2 lipiec 2009 o 16:46 | #4

    Drogi Maćku,
    wielkie dzięki za zainteresowanie wpisem. Drobne sprostowanie: NIE byłem w Cannes w tym roku, i jak zaznaczyłem żałuję.

    Nawiązując do Twojej obserwacji: nie mam pojęcia kto z kim wygrywa, ponieważ nie jest to żadna wojna, ale przykład pięknej symbiozy: marketing i polityka są chyba ze sobą chronicznie związane od momentu kiedy na temat problemów „polis” dyskutowano na „agorach”.

    Chyba jednak dzieje się coś nieciekawego, kiedy brać reklamowa zaczyna obsypywać laurami politycznych wybrańców. Czułbym się bezpieczniej – jako obywatel – gdyby tych dwóch światów nie mieszano zbyt nachalnie. Granice pomiędzy polityczną reklamą, propagacją idei i w końcu propagandą są wystarczająco płynne….

    Nie lubię tego co nazywam „marketingiem postmodernistycznym” – czyli sztuki pakowania w pozłotko tego, co klient sobie zażyczy aby sprzedać to później naiwnym – bez zadawania pytań, co jest w środku. Zachwyt i docenianie sztuki pakowania coraz bardziej odsuwa uwagę od tego co jest pakowane. Pewnego dnia wszyscy są zaskoczeni: bo pakowali i kupowali… wiadomo co.

    Opanowanie biegłości w sztuce pozłotkowania pozostaje więc daleko poza obszarem moich zainteresowań. Jestem głupio naiwny – sądzę, że to, co wartościowe nie potrzebuje oklejania cekinami by nadal takim pozostało.

    Zadałem naiwne pytanie: czy gdyby wybory w Państwie X wygrał np. faszyzujący dyktator – używając biegle wszystkich marketingowych sztuczek, także otrzymał by Grand Prix (bo kampania była znakomita…)? Jeśli tak, to znaczy, ze jest chyba nieciekawie… Jeśli nie, to dlaczego? Który model polityczno-gospodarczy byłby „be”, a który „cacy” dla jurorów takich festiwali? I dlaczego?

    Uważam, że cała branża popełniła w tym roku idiotyczny błąd – podobnie jak idiotyczny błąd popełniły wcześniej pewne banki w Stanach – zresztą łańcuch błędów był dużo dłuższy. Obecny kryzys jest moim zdaniem doskonałą okazją do refleksji nad podstawowymi założeniami wielu dziedzin i dziwię się, że reklama wciąż nie chce z tej okazji skorzystać.

    Co do abonamentu na Szkło Kontaktowe, to podziwiam wyrafinowanie ukryte w Twoim dowcipie. Czy jednak każdy zrozumiał, że tylko żartowałeś? :-)

    Pozdrawiam serdecznie

    M.S.

    • 2 lipiec 2009 o 17:29 | #5

      Marku drogi,

      zauważyłem, że nie byłeś w Cannes i że żałujesz. Ja miałem na myśli uczestnictwo obserwujące… na odległość. Jak się okazuje nie trzeba doświadczać takiego wydarzenia, aby wiedzieć co się tam działo.

      Jeśli chodzi o marketing postmodernistyczny, to zgadzam się całkowicie, co nie dziwi. Zauważam coraz więcej marek stosujących tę “strategię”. Niestety w polityce pojawia się ich chyba najwięcej. Może dlatego marketing ma taki niski prestiż w społeczeństwie. Może gdyby politycy zajęli się polityką a nie marketingiem swoich osób, to postrzeganie by się poprawiło.

      Co do Szkła… Marku doceniajmy inteligencję naszych czytelników;) Mam nadzieję, że wśród nich nie ma polityków;)

  1. No trackbacks yet.