Dziś “słowo” o lojalności w relacjach B2B.
Warto zacząć od dobrej definicji lojalności, abyśmy wiedzieli o czym mówimy i aby wprowadzić pewną dyscyplinę myślenia. Słownik Wyrazów Obcych tak definiuje lojalność: „wierność wobec siebie osób połączonych wzajemnym zaufaniem, uczciwość w kontaktach międzyludzkich.”. I może dlatego lojalność B2B uważam za nieistniejącą, a co najmniej mającą znikomy wpływ na wybór marki.
Z definicji ewidentnie widać, że lojalność jest więzią budowaną pomiędzy osobami. Jeśli marka ma osobowość, to może taką lojalność budować. Właśnie dlatego (często niestety podświadomie) marketerzy budują osobowość marki. Widoczne jest to zwłaszcza na rynku FMCG. Tylko takie marki, które mają silną i wyraźną własną osobowość mogą zacząć budowanie lojalności. Z tego wniosek prosty jeśli chodzi o lojalność B2C, a miało być o B2B.
Jeśli podmiotem jest firma, a nie marka, to nie ma ona osobowości! Jej relacje z otoczeniem opierają się na prowadzeniu interesów, a nie emocjach. Nie ma osoby, nie ma emocji, z tym chyba się zgodzimy. Co jednak z tego dalej wynika? Jeśli po obu stronach relacji biznesowej stoją podmioty, których przyczyną istnienia jest dokonywanie korzystnych transakcji, to takie podmioty, pozbawione uczuć nie mogą prowadzić biznesu opartego na emocjach, czyli lojalności ex definitione.
Wiem, że jestem bardzo ortodoksyjny w poglądach na lojalność, ale wymaga tego ode mnie zarówno filozoficzne podejście do świata, jak i nauczyciel marketingu relacji jakim jest Stan Rapp. Uważam, że w marketingu B2B nie ma mowy o lojalności. Stosunek emocjonalny do marki nie istnieje, tym samym nie może wpływać na jej wybór.
Czasem na seminariach z marketingu relacji podaję przykład kiosku, który handluje tym co jest dla niego opłacalne, zyskowne, a nie tym, co lubi pani w nim siedząca. Nie ważne czy jest osobą palącą, czy zażartym wrogiem palenia, sprzedaje papierosy, bo klienci kupują. Proste. Sprzedaje też te papierosy, które klienci kupują, nie te które sama pali… Proste!
Wydawałoby się proste, ale na forum znalazł się też taki wpis pana Piotra: „Kiedyś prowadziłem ciekawą rozmowę na temat wejścia na rynek niemiecki. I usłyszałem, że tam w wielu wypadkach biznes robią ze sobą np. dwaj panowie o siwych czuprynach i okularach w złotej oprawie. Obaj mają 50-60 lat i handlują ze sobą od mniej więcej 20 lat. Razem jeżdżą na ryby, w trudnych momentach jednego z nich drugi ratuje go odpowiednim rabatem czy przedłużoną płatnością. Cenią się rynkowo, ani lepiej ani gorzej. Chodzili do tej samej uczelni. Ich żony sie lubią i umawiają na zakupy. Obaj mają Porsche i Mercedesa. Weź tu się człowieku wbij z lepszą ofertą…..:)”
Proszę Państwa o opinię jak jest w końcu z tą lojalnością. Moim zdaniem, to co napisał pan Piotr potwierdza tylko moją tezę. Ci panowie robią biznes bo lubią się jako osoby, nie jako firmy. Z tego wynika, że w przypadku small, lub very small businessu lojalność ma jednak wpływ na wybór marki. Nie sądzę jednak, aby ci panowie godzili się na gorsze warunki transakcji tylko dlatego, że się znają…

#1 by Mekk on 23/07/2009 - 9:49
Moim zdaniem trudno jest rozdzielać lojalność B2B od lojalności między pracującymi w firmach ludźmi. Firmy – w końcu – to są właśnie pracujące w nich osoby (hmm, wraca mi ta kwestia, niedawno pisałem ją w innych okolicznościach – http://notatnik.mekk.waw.pl/archives/155-Nabici_w_mklienta.html#c1458)
Przypomniał mi się obrazek sprzed paru lat. Negocjacje sporego projektu między dużą polską firmą a zachodnim integratorem z silną polską grupą pracowników. Kwoty, harmonogram, zobowiązania, …
I wielokrotnie podnoszone żądanie, by w projekcie koniecznie wziął udział pan Artur.
Z drugiej strony, czasem można darzyć pewnymi emocjami formę firmy, jej procesy – np. bardzo lubić czyjąś metodę obsługi reklamacji, bardzo chętnie korzystać z któregoś serwisu webowego, znać i lubić jakieś narzędzia (z mojej branży nasuwa mi się przykład certyfikowanych inżynierów Oracle/Microsoftu/Novella/czegobądź, którzy bardzo często autentycznie lubią i wspierają narzędzia, z których się wyszkolili)
#2 by tomasz on 23/07/2009 - 10:55
z mojego doświadczenia, zgadzam sie z poprzednikiem biznes/firmy to w zdecydowanej większości ludzie, a decyzje, przy bardzo zbliżonych ofertach, jakie występują w dzisiejszych czasach, są podejmowane w dużej mierze o zaufanie i relacje miedzy ludzkie. Dlatego budowanie lojalności to również poprawa relacji między stronami.
Oczywiście z teoretycznego punktu widzenie, bazując tylko na algorytmach wyliczających opłacalność każdej z ofert można zgodzić się z Autorem w 100%. Jednak życie pokazuje, że podejmowanie decyzji w firmach to polityka wew i zew oraz rożne cele różnych grup i działów… dlatego moim zdaniem możemy powiedzieć, że budowanie lojalności jako nawiązanie długo terminowych relacji jednak występuje w relacjach BtoB.
#3 by Maciej on 23/07/2009 - 13:18
To o czym piszecie, to relacja jak najbardziej, ale wciąż pomiędzy ludźmi.
Nie wyobrażam sobie, aby decyzję o zakupie software’u opierano na miłości lub nienawiści do producenta. Ma spełniać określone funkcje i być lepszy (nie zawsze tańszy).
Jeśli zgodzimy się z filozoficznym rozumieniem relacji jako więzi między dwiema osobami, to relację (lojalność) można budować tylko z marką, bo ta ma, lub mieć powinna, osobowość. Nawet więcej, marka, która nie ma osobowości nie ma szans na lojalność, bo częstotliwość i wielkość zakupów nie jest miernikiem lojalności. Nie można mierzyć emocji w złotych lub kilogramach.
#4 by Störungsquelle on 23/07/2009 - 16:52
Wszystko zalezy od ludzi, z jednym dogadasz sie w 5 minut, z innym i przez 5 lat nie dojdziesz do porozumienia.