Marketing „teoretyczny”

Już kończy się pierwszy semestr mojego drugiego roku nauczania marketingu na Uniwersytecie Wrocławskim. To już zaczątki pewnego doświadczenia edukacyjnego, przynajmniej w tej grupie docelowej, bo wśród zawodowców już kilkanaście lat. Okazuje się jednak, że nie tylko są to inni ludzie, ale też inni od innych w Polsce, z jakimi miałem do czynienia. Zapewne miejsce robi swoje.

Najpierw o ludziach, z którymi pracuję. Dotychczas pracowałem, w zakresie nauczania, z ludźmi zajmującymi się na co dzień, zawodowo komunikacją marketingową. W większości to moi znajomi, z którymi dogaduję się w pół zdania. We Wrocławiu poza przyjaciółmi jakimi się stali, poznałem ludzi z prawdziwą pasją, której trudno szukać (przepraszam) u zawodowców. Mają inne podejście do tematów. Są wbrew stereotypom otwarci na nowości i na własną edukację(!). Wielki szacunek za to z mojej strony, bo ze strony studentów widzę, że mają to już zapewnione.

Prywatnie, i ci z uczelni i ci z miasta, są też w moim odczuciu inni. Mają swoje ogromne, czasami, problemy, ale w rozmowie zawsze odnoszę wrażenie, że moje sprawy są dla nich ważniejsze. Tak powinno być w świecie idealnym i zdaję sobie sprawę z tworzenia pewnego mitu „człowieka z Wrocławia”. Zapewne to tylko moje subiektywne odczucia, ale co poradzę, tak mam.

Studenci, a właściwie studentki. Obiecuję, że na obraz całości nie będzie miała wpływu grupa, z którą mam jutro zajęcia J . Nie mogę zrozumieć od prawie dwóch lat, dlaczego w Instytucie Dziennikarstwa mam na zajęciach prawie same kobiety. Czyżby czekała nas feminizacja PR-u w Polsce?

Przede wszystkim na początku podchodzą do mnie nieufnie. Takie krążenie wokół aby wyczuć czym grożę. Mam zwyczaj przedstawiać na pierwszych zajęciach nie tylko oczekiwania co do formalnych aspektów zajęć, ale przede wszystkim co do celu jaki chciałbym osiągnąć. Tu jest największe napięcie. Kiedy okazuje się, że wymagam rzeczy najtrudniejszej. Zresztą oceńcie sami, bo może mi się tylko tak wydaje. Oczekuję zmiany sposobu myślenia, albo raczej wyłączenia stereotypów myślowych jakie już mają. W wielu przypadkach jest to trudne, ale zdarzyło mi się usłyszeć w połowie semestru, że to już osiągnąłem (więc mogę spadać do Warszawy?).

Druga sprawa, to same zajęcia. Nie wiem jakie są inne zajęcia. W moich staram się opierać maksymalnie na praktyce, do tego stopnia, że briefuję ich jak agencję a oni opracowują projekty. Oczywiście nie jest to doskonałe, ale w marketingu bywa tak, że chwilowe olśnienie daje piorunujące efekty. Z tym właśnie się spotykam na zajęciach, w większości, bo zawsze jest grupa „leserów”. Cóż, nie zdołam ich zmusić, więc niech sobie radzą w życiu.

Całościowy obraz miasta i ludzi a właściwie ludzi najbardziej, bo to oni tworzą miasto, jest jak najbardziej pozytywny. Jeśli po tych prawie dwóch latach przyjazdów tutaj miałbym wybrać miejsce do umierania, to byłaby to jakaś mała miejscowość pod Wrocławiem.

, , , ,

  1. #1 by buzz1n on 06/02/2012 - 14:31

    Witam, a co dokładnie ma Pan na myśli – w kontekście marketingu – pisząc:

    “Oczekuję zmiany sposobu myślenia, albo raczej wyłączenia stereotypów myślowych jakie już mają”?

    Pytam z ciekawości bo zdanie jest bardzo ogólne :) Pozdrawiam.

    • #2 by Maciej on 06/02/2012 - 17:54

      W marketingu, przynajmniej “naszym” obserwuję owczy pęd. Robimy to, co robią inni nie zastanawiając się nad sensem.
      Marnujemy w ten sposób nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim zabijamy kreatywne myślenie.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 408 other followers